Fundacja Ari Ari / Projekty / Kurenda - teatr z rąk do rąk / Przedstawienie / Aktorki o Kurendzie i Pustych Nocach

Kurenda - teatr z rąk do rąk

baner_kurenda_1
Print E-mail
Aktorki o Kurendzie i Pustych Nocach

There are no translations available.

W "Pustych Nocach" gram dziewczynę o imieniu Hanka. Jest to dość ciekawa i złożona postać, którą w każdej scenie poznajemy z innej strony. Na początku daje się ona poznać jako zalotna dziewczyna kokietująca przyjezdnego do tutejszej wsi Janka, w którym kocha się jej siostra. Później, w tytułowej scenie pustych nocy, będąc przy zmarłej Jagnie, Hanka w swoim monologu wyznaje, że jej teraźniejsze zachowanie jest efektem negatywnych przeżyć z dzieciństwa. Scena ta obnaża prawdziwą, bezbronną i pełną traum postać Hanki i motywy nią kierujące. Przyczyną ich jest brak miłości, odpowiedniej uwagi oraz tkwiąca głęboko w jej psychice straszna historia usłyszana w dzieciństwie.

Myślę, że wiejska przestrzeń zadziałała bardzo pozytywnie na nasz spektakl, gdyż nasze przedstawienie utrzymane jest właśnie w takiej tematyce. W Mursku i Krzewencie mogliśmy na własnej skórze przekonać się jakie obyczaje i prawa oraz jak żyje się na wsi, a później przenieść to wszystko na scenę.

Graliśmy w ekstremalnych warunkach. Musieliśmy sami zagospodarować wielką szopę, zamontować tam scenografię i stworzyć coś na kształt małego teatru. Choć wydawałoby się to trudne, to nie ma dla nas rzeczy nie możliwych :). Jedyną przeszkodą było okropne zimno, które dokuczało zarówno nam i jak i widzom.

Wraz z naszą teatralną tradycją, podczas spektaklu nie obyło się też bez uszkodzeń i urazów. Podczas sceny tańca, która obfituje w dym i światło stroboskopowe, Magda grająca Jagnę wbiegła na scenę, potknęła się i nabiła sobie wielkiego siniaka na kolanie, a ja pod wpływem migającego światła, szybkiego kręcenia się w tańcu i dymu z zadymiarki, straciłam równowagę i uderzyłam w murowany słup. Z tej kolizji wyszłam na szczęście tylko ze startym łokciem.

Myślę, że nie ma chyba lepszych miejsc do wystawienia tego spektaklu niż te w których graliśmy. Specyficzny, surowy i zimny klimat tych budynków, nadawał "Pustym Nocą" dodatkowego efektu tajemniczości i grozy.

Spektakle te wspominam bardzo miło i zapamiętam je pewnie na bardzo długo. Następnym razem wezmę ze sobą więcej ciepłych ubrań, bandaże albo najlepiej całą apteczkę i będzie idealnie :)

Dominika Rydzyńska

Myślę, że przygotowanie do grania w ekstremalnych warunkach jest praktycznie, powtarzam PRAKTYCZNIE niemożliwe, ale przy zgranej ekipie wszystko może się zdarzyć. Budowanie scenogafii w stodole to nielada wyzwanie. Przecież kurtyna, zastawki, światło, sprzęt... wszystko na sznurkach, gwoździach i rurach. Myśleliśmy "mało czasu, dużo pracy", a do tego ZIMNO. Jak zagrać, gdy zamarzają palce i scena jest mała? Atmosfera (warunki grania) wpłynęła na spektakl negatywnie, jednak ludziom się podobało, przecież to Oni byli natchnieniem dla nas. Miło było patrzeć na zadowolonych mieszkańców Murska. Nie ma idealnego miejsca do grania "Pustych Nocy", ale ważne, że jesteśmy wszyscy razem.

Izabela Krużyńska 

Od sierpnia jestem zaangażowana w projekt "Kurenda. Teatr z rąk do rąk". Kocham te wyjazdy do Krzewentu, prace na cmentarzu, fascynujące rozmowy z ludźmi pamiętającym dawne obyczaje. Z wypiekami na twarzy słuchałam opowieści jak ludzie kiedyś żyli i mimo, że nie było telewizji, telefonu, czy komputerów, nie nudzono się i zawsze wiedziano, gdzie się znaleźć. Lubię dociekanie, dokopywanie się do informacji o dawnym życiu ludzi na wsi. Lubię rozmowy do późna w nocy w ciągu, których zbliżaliśmy się do siebie i to, kiedy okazywało się, że mamy ze sobą dużo wspólnego, i że każdy ma jakąś ciekawą opowieść do zaoferowania. Kocham miejsca, w które wyjeżdżaliśmy nie tylko dlatego, że jest tam dużo przyrody, którą wprost uwielbiam, lecz także dlatego, że z tymi miejscami łączą mnie wspaniałe wspomnienia.

Przez długi czas przygotowywaliśmy się do roli, którą zagraliśmy w spektaklu. Ja dostałam rolę gospodyni. Spodobała mi się ta postać. Lubię opowiadać historie, a ona właśnie taka była. Budowałam ją na różne sposoby - starałam się naśladować podobnych ludzi do niej a jednocześnie dać coś od siebie i słuchać porad innych aktorów, bardziej doświadczonych. Największy problem w budowaniu roli, związany był z ukazaniem tego, że moja bohaterka jest osobą starszą , ale żwawą. Dzięki pomocy "kolegów po fachu" myślę, że udało mi się dokonać tego, chociaż nie zagrałam idealnie i myślę, że można w niej (w postaci) jeszcze wiele dopracować. Łącznie graliśmy w czterech miejscach - w teatrze, w Mursku, w Krzewencie i w muzeum w Kowalu. Wszystkie miejsca dawały właściwą atmosferę, ale pod względem wyposażenia i wystroju najlepiej było w muzeum. Rzeczy, które pochodziły z dawnych czasów w pełni dawały poczuć się jak w tamtych latach. Mimo to pod względem klimatycznym bezkonkurencyjnie wygrywa teatr :) W Mursku i Krzewencie graliśmy w nieocieplonych stodołach, w których był, co prawda, klimat, ale był też chłód. W tamtych chwilach wiele dalibyśmy za chwilę ciepełka :) Ale czego nie robi się dla sztuki ;) Mimo to następnym razem wezmę ze sobą coś ciepłego.

Z niecierpliwością czekam na następny projekt i z chęcią wezmę w nim udział.

Monika Walczewska